Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pracownia na poddaszu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pracownia na poddaszu. Pokaż wszystkie posty

15:47:00

Czy można zwariować, pracując w domu?

Czy można zwariować, pracując w domu?

Dziś piątek. Za chwilę weekend i szczęśliwcy, których praca odbywa się od poniedziałku do piątku mogą cieszyć się wolnym weekendem. A ci, którzy mają własną firmę... no cóż. Niekoniecznie.
Do napisania tego postu zainspirowała mnie pewna grafika z internetu. Z jednej strony jest zabawna, a z drugiej, niestety, pokazuje ziarenko prawdy. Ale takie duże ziarno. Zresztą, zerknijcie, a ja zaraz Wam wytłumaczę, dlaczego musiałam o tym napisać.


Po chwili śmiechu (zwłaszcza, gdy się przeczyta wszystkie napisy), nachodzi myśl "Ja też tak mam". O dziwo, w dużym mierze właśnie tak częściej pracują kobiety, bo mężczyzna po prostu się wyłącza na zasadzie "nie ma mnie dla nikogo (w domu rzecz jasna)". Może nie we wszystkich aspektach tak jest ale jednak. Po kolei:


  • START PRACY- Wariant 1- gdy pracujesz u siebie, a do tego jesteś pedantem lub po prostu osobą, która nienawidzi bałaganu i bajzlu dookoła, zanim weźmiesz się do pracy, musisz rano ogarnąć dom. Nawet chociaż tylko podłogi odkurzyć. Wyciągnąć naczynia ze zmywarki... i robi się dość późno. Albo wariant 2- cały dzień biegasz z dziećmi, zakupy itd. i do pracy siadasz późnym wieczorem, gdy dzieci pójdą spać. I kończysz grubo po północy. Znajome?
  • OBIAD- żeby nie marnować czasu, gotujesz jeden obiad na kilka dni, albo, jeśli dzieciaki jedzą w szkole czy przedszkolu, a mąż dzwoni, że w pracy musi dłużej posiedzieć, olewasz obiad i zjadasz coś na szybko. Płatki, jogurcik, zagryzasz bananem, kawa i zasuwasz dalej do pracy. 
  • HIGIENA- kto z nas nigdy nie odpuścił mycia i układania włosów, gdy wiedział, że dziś nie musi wychodzić z domu, nie ma spotkań, a musi nadgonić robotę?
  • TA SAMA KOSZULKA ALBO UNIFORM DO PRACY- dwa dni w tej samej bluzie to chyba nie grzech. A nawet jeśli zawsze zakładamy to samo (no przecież pierzemy), to kogo to obchodzi, że zazwyczaj w pracy nosimy te same ciuchy? U mnie wielkim problemem są kłaczki, które fruwają po całej pracowni, gdy tylko kroję minky. Jedyne spodnie, z których łatwo je strzepnąć, to dres do fitnesu. Jest ze śliskiej tkaniny, więc kłaczki się nie przyklejają. Jeansy łapią każdy jeden włosek. Dlatego u mnie uniform dresowy-wskazany. Inaczej przenoszę kłaczki na całą powierzchnię domu. 
  • BIURKO DO PRACY I WSPÓŁPRACOWNICY- mam swoje biurko i komputer. Ale... gdy siadam  przy nim w dzień, kiedy dzieci są w domu, od razu przybiegają. "Mama daj porysować w paintcie!", "Mama pokaż kotki na youtubie" i tak dalej. W końcu odpuszczam, daję im posiedzieć chwilę i pooglądać, a ja z laptopem na kanapie, robię na szybko zamówienia albo wypisuję faktury. A na kanapie zaraz zjawia się kot i chodzi po klawiaturze. Tak naprawdę rzadko jesteśmy sami, bo sam fakt bycia w domu, często domownicy odbierają jako sygnał "Jestem do dyspozycji".
  • WYALIENOWANIE- na szczęście nie zapomniałam, jak się z ludźmi rozmawia. Nie zmienia to faktu, że czasem mam wrażenie, że więcej do nich piszę lub rozmawiam przez telefon, niż na żywo. Zwłaszcza, jeśli się nie ma współpracownika. To jest chyba największy minus pracy w domu, gdy praca cześciej wymaga wielogodzinnego siedzenia przy biurku, niż spotkań z ludźmi. 
Jednakże, żeby nie było, że praca w domu ma więcej minusów, kilka plusów tego stanu rzeczy.
  • WYZNACZASZ SWOJE GODZINY PRACY- pracujesz wtedy kiedy chcesz. Albo w niesprzyjających okolicznościach (gdy masz w domu chore dziecko), pracujesz wtedy, kiedy możesz, ale mimo wszystko coś robisz. Czasem są to także weekendy, ale możesz w zamian za to zrobić sobie dzień wolny w tygodniu. Zdarza mi się, że więcej pracuję w weekendy, ale dzięki temu mam czas i na przedstawienia szkolne, urodzinki u kolegów i dodatkowe zajęcia dla dzieci. A gdy jestem zmęczona, po prostu robię sobie dzień wolny. W końcu przecież mogę go odpracować wieczorem albo w weekend.
  • NIE MUSZĘ SIĘ PRZEJMOWAĆ WYGLĄDEM- tak, ja wiem, że część z Was nawet w domu szykuje się do pracy. Ma to swoje uzasadnienie zwłaszcza u freelancerów, którzy przeplatają spotkania z pracą przy komputerze. Dzięki temu, domownicy też wiedzą, że mama jest w pracy. Ja jednak mam ten komfort, że wiele moich dni polega na projektowaniu i szyciu, a wtedy dresowy uniform, wierzcie mi, jest najpraktyczniejszy. I jak łatwo wyskoczyć na pół godzinki przerwy pobiegać.
  • SPĘDZAM DUŻO CZASU W DOMU- mogę sobie podzielić pracę na dom i prowadzenie biznesu. Gdy nie mam czasu na dom, nie sprzątam, albo robię codziennie coś, na co poświęcam np. 15-30 minut. Gdy natomiast uporam się z zamówieniami i zleceniami przed czasem, mam kilka chwil więcej na dom.
A jak to wygląda u Was? Napiszcie koniecznie, co dla Was jest wadą a co zaletą pracy w domu. 

23:32:00

Pracownia na poddaszu

Pracownia na poddaszu


NOWY ROK 2017  nastał.
Nowe wyzwania, nowe plany, nowe pomysły... ale.
Jak to chyba każdemu przychodzi, z nowym rokiem każdy ma jakieś postanowienia. Ja tym razem postanowienia zmieniam na działanie.

Postanowiłam co następuje i już praktykuję- PORZĄDKI SYSTEMATYCZNE. I to jest główne moje założenie, które musi w tym roku stać się nawykiem. Koniec wymówek "bo już północ wybiła", "rano to zrobię", "Boszzzz tyle roboty, nie wyrobię się, jak będę sprzątać. Po pracy!"

W związku z tym, zaczęłam od uporządkowania pracowni. Jeszcze się nią nigdy nie chwaliłam, bo odwiecznie rozgardiasz. Gdy zamówienia w toku, to i wszystko wszędzie. Na stole leży rozpoczęty misiek, gdzieś w pudle roboczym skrojony kocyk. Nici nie poodkładane na miejsce. Jedyne co znika co rano, to kłaczki po cięciu tkanin i zawsze mam czystą podłogę. A potem jeszcze w pośpiechu coś gdzieś odkładam i nie wiem gdzie. Zrobiłam więc totalne zimowo-noworoczne sprzątanko i teraz się chwalę. Moja pracownia wygląda tak. Znajduje się na strychu mojego domu. Została w pełni przygotowana do tego, bym mogła się tam gościć, kiedy chcę i ja długo chcę (mam grzejniczek też, przydatny zwłaszcza teraz).


Jak widzicie, po prawej są moje maszyny- owerlok, maszyna do szycia i hafciarka. Każda ma swoje miejsce.


Dla niewtajemniczonych, ta maszyna ogromna pierwsza od prawej, to właśnie hafciarka, na której robią się buźki Pididziaków i imiona Waszych maluchów na kocykach. A obok stoją pudełka ze szpulkami nici.


Mam jeszcze trochę miejsca po drugiej stronie schodów strychowych. Tam stoi stół, na którym mogę wykrawać i mierzyć, i deska do prasowania z żelazkiem. W kąciku, widać jeszcze lampy, których używam, gdy robię zdjęcia. No i jak pewnie zauważyliście, specjalnie wykułam okno, by mieć więcej światła (na dachu jest blacha, więc nie było mowy o oknie dachowym)






I jak wam się podoba? Bardzo ją lubię. To co można uznać za jej zalety to:
- przestrzeń-  gdy jeszcze nie miałam firmy, szyłam w kuchni na stole. Codziennie wyciągałam i chowałam maszynę i materiały. Tak właściwie nie miałam się gdzie  z nimi podziać. Teraz nie muszę już nigdzie z maszynami wędrować.
- kryjówka- śmieję się, że to taka moja samotnia. Zaszywam się i przez chwilę mam święty spokój (nawet jeśli ta chwila trwa 10min, bo znów któreś z dzieci mnie woła- ale wtedy jest tata)
- magazyn-  mam gdzie trzymać materiały. Wcześniej regały stały na korytarzu w mieszkaniu. Niekoniecznie były elementem ozdobnym (zdecydowanie wolę obrazki)

Wady posiadania pracowni na strychu:
- schody- nie bardzo było jak pociągnąć schody na kolejne piętro, więc zostały strychowe. Efekt po kilku miesiącach jest taki, że popsuł się zamek otwierający właz. Chyba nikt nie przewidział, że można go otwierać po kilka (naście?) razy dziennie. Wnoszenie różnych rzeczy już w tej chwili nie sprawia mi kłopotów, ale na początku było problematyczne
- chłodek- w okresie zimowym temperatura spada. Muszę najpierw nagrzać, zanim zacznę pracę. 
- skosy- ograniczają możliwość postawienia większej ilości regałów, dlatego część materiałów trzymam w pudłach plastikowych.

Mimo różnych wad i zalet, taka strychopracownia ma jedną zaletę niepodważalną - JEST. 
Dajcie znać jak wam się podoba. A może macie swoją? Pochwalcie się w komentarzu.